Rekolekcje oazowe w Tanzanii [wywiad]

wywiad1

 

 

Michał Sadowski jest animatorem krzyżowym Ruchu naszej diecezji. W minione wakacje miał okazję posługiwać na rekolekcjach w Afryce. W trakcie swoich misji posługiwał w domu dziecka Shalom we wsi Mitunguu niedaleko Meru (Kenia), na rekolekcjach ewangelizacyjnych dla katechistów w West Pokot w zachodniej Kenii oraz na pierwszej na kontynencie afrykańskim 3° ONŻ w Kibosho w Tanzanii. Z okazji obchodzonego właśnie Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego poprosiliśmy go o podzielenie się swoim świadectwem.

 

 

 

Kiedy myślę o oazie w różnych krajach świata, zwłaszcza tych egzotycznych fascynuje mnie jedna rzecz. Jak przyjmuje się tam charyzmat wspólnoty zawiązanej kilkadziesiąt lat temu przez śląskiego kapłana w państwie za żelazną kurtyną? Jak to wygląda w kraju o zupełnie innej kulturze? Czy i co trzeba było zmodyfikować prowadząc rekolekcje oazowe w Afryce?

Michał: Ruch Światło-Życie rzeczywiście powstawał w naszej kulturze w realiach komunistycznej dyktatury. Nawet w naszym kraju pojawiają się pewne głosy, że nie pasuje on już do tak szybko wywiad zmieniającego się świata i społeczeństwa. Mój wyjazd do Kenii i Tanzanii utwierdził mnie jednak w przekonaniu, że to nieprawda. Charyzmat Ruchu jest bardzo uniwersalny i może znaleźć swoje miejsce w różnych częściach świata, w różnych warunkach kulturowych. Lubię myśleć o programie oazy jako praktycznych wskazówkach dla chrześcijan jak być żywymi członkami posoborowego Kościoła. Z jednej strony wydaje się, że to niewiele. Z drugiej jednak w tym jest największa siła oaz.  Te praktyczne wskazówki jak  podchodzić do wiary i rozumieć dokumenty kościoła, mogą tak samo dobrze trafić do Polaka, Kenijczyka czy Tanzańczyka.

Prowadząc rekolekcje należy jednak brać pod uwagę kim są uczestnicy. Tak samo jak w Polsce, inaczej będą wyglądać  rekolekcje ewangelizacyjne dla małżeństw będących 10 lat w Ruchu, a inaczej dla uczniów szkół podstawowych. Zwraca na to też uwagę ksiądz Blachnicki opisując sytuację pierwszych oaz w Boliwii. Należy pamiętać i być przygotowanym na to, czy mówimy do ludzi, u których wiara jest ugruntowana, czy wciąż do takich, u których zaczyna się dopiero rozwijać.  W Kenii i Tanzanii należy szczególnie na to uważać. Można trafić na ludzi, u których tradycyjne wierzenia lub kultura stoją w sprzeczności z wiarą chrześcijańską (jak na przykład tradycja wielożeństwa) mimo, że deklarują się jako chrześcijanie. Bez głębszego poznania można w ogóle nie dostrzec tych problemów. Gdy takie podstawowe aspekty wiary nie są wystarczająco przepracowane, mówienie o konieczności pogłębiania praktyk sakramentalnych może okazać się bezowocne.

Moją najważniejszą obserwacją było to, że trzeba być znacznie bardziej otwartym na człowieka i jego wnętrze, a nie ograniczać się tylko do powierzchowności i prostych odpowiedzi. Należy pamiętać o ich kulturze i różnicach między nami. Próby siłowego przekonania do naszego sposobu wiary w większości przypadków na pewno byłyby bezskuteczne. Trzeba dużo słuchać, dzielić się tym jak to wygląda u nas, pytać się i starać się zrozumieć ich punkt widzenia.

Ponadto, trzeba brać pod uwagę tego jak wygląda kościół i jego tradycja. Przykładowo w Kenii ludzie nie wyobrażają sobie Mszy Świętej bez tańców i dużej ilości śpiewu (choć to też nie jest reguła i w naszym przypadku rodziło czasem pewne spięcia między Tanzańczykami i Kenijczykami).


A uczestnicy? Jesteś doświadczonym animatorem grupy, więc masz pewne rozeznanie. Inaczej prowadzi się taką grupę? Jak oni przeżywali proponowane im treści?

wywiad5 Prowadziłem spotkania dla bardzo różnych ludzi od dzieci w wieku 11-12 lat, przez studentów w moim wieku, po ludzi dojrzalszych w wieku 50-60 lat. W większości przypadków od strony technicznej spotkania i grupę prowadziło mi się dużo prościej niż w Polsce, wszyscy byli bardzo zaangażowani w dzielenie się, we wszystkie punkty programu i obowiązki. Oczywiście występowały też takie typowe problemy jak zachowanie ciszy w nocy albo nadmierne używanie telefonów komórkowych. Większą wagę należało przyłożyć do wytłumaczenia treści na większej liczbie przykładów. Ze względu na różnice kulturowe, nie wszystkie były dobrze rozumiane, milo że dla mnie wydawały się oczywiste.

Pod szczególnym wrażeniem byłem jak docierały do nich treści z 3° ONŻ. Wydawało by się, ze w kraju tak dalekim od kultury europejskiej, trudno będzie przyjąć im treści dotyczące codziennego znaku kościoła stacyjnego. Okazało się jednak, że docierało to do nich jeszcze w głębszym stopniu niż doświadczyłem tego na rekolekcjach w Polsce. Bardzo ważne było dla nich odkrycie, że Kościół to nie tylko to co znają w swoim kraju, ale 2000 lat dziedzictwa kulturowego i duchowego. Myślę, że w prowadzeniu spotkań bardzo mi pomogło to, że wiele rzeczy wokół mnie było dla mnie nowych, przez co zmuszony byłem przyjąć postawę otwartości. Przez to nie zauważałem aż tak trudności w kontakcie z drugim człowiekiem.

Zapewne wiele rzeczy zaskoczyło Cię podczas tych misji. Co najbardziej?

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że niektórzy ludzie żyjący w naprawdę prostych warunkach, czasem bez prądu elektrycznego, którzy całymi dniami zajmują się wypasaniem zwierząt lub wywiad4 uprawianiem kukurydzy nie różnią się od nas znacząco. Spodziewałem się, że różnice w sposobie życia nie pozwolą nam na taki zwykłe rozumienie siebie i komunikacje. Okazało się, że gdybym nie wiedział skąd Ci ludzie są i czym się zajmują to po krótkiej rozmowie nie byłbym w stanie stwierdzić tego, że są jakoś znacząco inni. Oczywiście istnieją pewne różnice między nami, jak na przykład  priorytety w naszym życiu, sposób podejścia do relacji międzyludzkich, inne tradycje itd., nie przeszkadza to jednak w wymianie doświadczeń, dyskusji na różne tematy czy nawet zaprzyjaźnianiu się.

Przed wyjazdem wspominałeś o tym, że masz nadzieję, że rekolekcje oazowe w Afryce będą spotkaniem „bardzo ubogacającym dla obu stron”. Czego więc Ciebie nauczyły misje, na których posługiwałeś?

wywiad3

Będąc tam miałem okazje spojrzeć na to kim są ludzie, jak radzą sobie ze swoimi problemami i jak Pan Bóg działa tam trochę inaczej niż jesteśmy w Polsce do tego przyzwyczajeni. Najbardziej dotknęło mnie właśnie to, że mimo tak wielu różnic jesteśmy tacy sami i tak samo każdego Pan Bóg chce zbawić Z tej perspektywy ten Boży plan zbawienia wydaje się jeszcze piękniejszy. Na pewno też nauczyłem się większej radości z każdego dnia i otwartości na drugiego człowieka. Bardzo ważnym doświadczeniem było również to, że nie warto przejmować się za bardzo różnymi trudnościami. W Afryce plany zmieniały się nam prawie każdego dnia - to nauczyło mnie większego spokoju w przyjmowaniu niespodziewanych zdarzeń i jak należy na nie reagować. 


Dziękuję Ci Michale za Twoje świadectwo. Chwała Panu!

wywiad przeprowadziła Justyna Bulowska